Nie lubił, żeby ktokolwiek mu cokolwiek zarzucał. Może o to, że nie czuł się uwielbiany i najważniejszy, a może po prostu się nie wyspał. Zresztą zawsze, gdy się nie wyspał, był zły.
On przecież był chłopcem w swoim mniemaniu mądrzejszym. I uważał, że znakomicie potrafi sobie radzić w życiu. Lepiej niż inni. Przynajmniej chciał, żeby inni tak uważali. By podziwiali go, a najlepiej też go słuchali.
Nuda. A nuda to było coś, czego nie znosił. Coś, co przeszkadzało mu myśleć. Wpędzało w senność albo wywoływało irytację.
Sam coś zrób. To ty się nudzisz. My nie. Ta nuda pochodzi od ciebie. Musisz zrozumieć, że to ty sam jesteś jej przyczyną. Czyli sam musisz być nudny.
Każdy człowiek jest w jakimś stopniu egoistyczny, bo dla każdego on sam jest najważniejszy. Każdy dla siebie jest najbardziej znaną istotą na świecie i każdy najpierw dostrzega swoje potrzeby. Rzecz polega na tym, by zauważyć, że oprócz tego są jeszcze inni, którzy dla siebie też mogą być najważniejsi na świecie, ale zamiast nas niszczyć, mogą nam pomagać, mogą nas kochać, a my ich. Bez nich nasze życie nie miałoby sensu. Samotnie walczylibyśmy z całym światem i żylibyśmy bez sensu.
Czyż nie rozumiesz, gamoniu, że pomaganie nie może odbywać się cudzym kosztem? To jakbyś jednego krzywdził i mu coś zabierał po to, żeby drugiemu pomóc i mu to dać.
Awantura, jak zresztą wiele awantur, zaczęła się właściwie nie wiadomo dlaczego. Bez istotnego powodu, nagle i niespodziewanie.
Masz mnie w końcu słuchać. Słuchać! Zrozumiałeś?! Mówiłem ci, że teraz to mój leżak. Mówiłem, a ty nie słuchasz!
– Czy zatem dalej uważasz, że użycie siły to najlepszy sposób dowodzenia swoich racji? – zapytała babcia. – Czy może to najlepszy sposób na wywoływanie i podsycanie nienawiści? Nawet wtedy, gdy przeciwnika wcześniej się lubiło i był on naszym przyjacielem?
Coś w tym jest, że ludzie są bardzo rozmaici, a każdy ma inne wady i zalety – pomyślał Kociu i postanowił przy osądzaniu innych bardziej uważać.
(…) musisz się nauczyć, że prawdziwa miłość polega czasem na tym, że robimy dla kochanych osób coś dobrego lub coś dla ich dobra, nawet wtedy, kiedy oni tego nie chcą lub wcale im się to nie podoba. Robimy to, nie myśląc o sobie, tylko o nich i bez względu na wzajemność. Czyli bez względu na to, co oni dla nas zrobili. I w ogóle o nich myślimy oraz coś dla nich robimy.
– O rany, co się ze mną dzieje – zaniepokoił się Kociu. – Sam przecież nigdy bym nie zadawał takich pytań. I to słownictwo? A właściwie te słowa? Bo słownictwo to też nie jest słowo, którego dotąd używałem. Skąd to się u mnie wzięło? I skąd ja te wszystkie słowa znam?
Babcia skrzywiła się i zaczęła tłumaczyć, że książki od cioci są świetne, bo należą do gatunku takich, które się nie starzeją, a najlepiej o tym świadczy to, że kolejne wydania rozchodzą się jak świeże bułeczki i potem można już kupić tylko książki używane, a nie świeżo wydrukowane. Ale jakim cudem on może to docenić, skoro nie zamierza ich przeczytać?
Minęła jednak godzina, potem druga i trzecia, a on dalej czytał. I nawet nie zauważył, że ścierpła mu ręka, bo zapomniał zmienić pozycję.
Dziś już kolejny raz wypowiadasz się źle o czymś dlatego, że jest stare. Czy ty w ogóle wiesz, że są stare rzeczy, które wciąż zyskują na wartości? Na przykład obrazy i inne dzieła sztuki. Im są starsze, tym więcej są warte i tym więcej trzeba płacić za możliwość ich zakupu i podziwiania. Wiesz dlaczego? Bo w miarę upływu czasu niszczeją i pozostaje ich dla nas coraz mniej. Są unikalne, piękne i dostarczają nam niezastąpionych przeżyć.
Można wymyślać różne systemy wartości określające, w różny sposób, co jest dobre, a co złe, ale według żadnego z takich systemów nigdy stare nie będzie zawsze złe i bezwartościowe. Tylko czasem może być za takie uznawane.
Tylko uważaj – powiedziała babcia – żeby twój nowy, logiczny sposób rozumowania znajdował jakieś pokrycie w starej wiedzy i w doświadczeniach.
Kociu w końcu oderwał wzrok od komputera i wyjrzał przez okno. Morze kołysało się jak co dzień. Palmy nadal tkwiły na swoich miejscach. Dzieci, radośnie wrzeszcząc, wskakiwały do basenu, a dorośli, leżąc na leżakach, popijali drinki przyniesione z baru.
Na oko nic nie wskazywało na nadchodzący wkrótce kataklizm.
Pewnie dlatego, że w szkole uczą tego, czego wymaga aktualny program nauczania. Ten zaś opracowywany jest wcześniej i na podstawie faktów znanych w przeszłości. Nie odnosi się natomiast do tego, co w przyszłości może się zdarzyć. Zwłaszcza jeśli w chwili opracowania programu nauczania nie było jeszcze badań, na których podstawie można było wnioskować, że coś konkretnego się w przyszłości zdarzy.
(...) ci, którzy decydują o nauczaniu, sami nie chcą upowszechniania wiedzy o ewentualnie nadchodzącej zagładzie, bo wtedy musieliby zrobić coś, co zmniejszyłoby ich popularność wśród ludności, albo pokazać, że nie potrafią sobie poradzić z istniejącymi problemami. Wiedzą, że gdyby próbowali sobie poradzić, to musieliby zastosować metody, które wcale by się nie podobały ludności oczekującej na coraz większe zarobki, coraz więcej towarów, coraz więcej dobrobytu.
Nie wszyscy też chcą wiedzieć o tym, co może nastąpić. I nie wszyscy chcą tym straszyć dzieci w szkołach. Bo te dzieci są, ich zdaniem, zbyt małe, by można im było przekazywać tak straszną wiedzę.
|
|




